" Oddech morfalinistki zwalnia, staje się płytki i niespokojny. Wolną ręką rozmazuje krew na klatce piersiowej, kreśląc drobne zawijasy, które tak lubiła.
- Jeszcze nie rozgryzłem tęczy, bo pojawia się nagle i szybko znika, i zawsze brakuje mi czasu na to, żeby którąś uchwycić. Ledwie zdążę nałożyć trochę niebieskiego tu, trochę fioletu tam, i już po tęczy, rozpływa się w powietrzu - Skarży się Peeta.
Morfalinistka wydaje się zauroczona opowieścią, całkiem jakby Peeta wprowadził ją w trans. Unosi drżącą dłoń i maluje mu na policzku coś, co ma chyba przypominać kwiatek.
- Dziękuje - Szepce Peeta - Jest piękny. "
~ Suzanne Collins, W pierścieniu ognia



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz