niedziela, 16 września 2012

Lekcja osiemnasta

"    Oddech morfalinistki zwalnia, staje się płytki i niespokojny. Wolną ręką rozmazuje krew na klatce piersiowej, kreśląc drobne zawijasy, które tak lubiła.
     - Jeszcze nie rozgryzłem tęczy, bo pojawia się nagle i szybko znika, i zawsze brakuje mi czasu na to, żeby którąś uchwycić. Ledwie zdążę nałożyć trochę niebieskiego tu, trochę fioletu tam, i już po tęczy, rozpływa się w powietrzu - Skarży się Peeta.
     Morfalinistka wydaje się zauroczona opowieścią, całkiem jakby Peeta wprowadził ją w trans. Unosi drżącą dłoń i maluje mu na policzku coś, co ma chyba przypominać kwiatek.
     - Dziękuje - Szepce Peeta - Jest piękny.  "

                                      ~  Suzanne Collins, W pierścieniu ognia





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz